Czy wiesz, że …? Airsoft to nie wojsko.

Po wielu komentarzach jednego z czytelników bloga  mówiących o typowo wojskowych sposobach szkolenia airsoftowych operatorów postanowiłem wypowiedzieć się w kwestii różnic miedzy realną armią, a zabawą jaką jest ASG.
Różnic, które jak się okazuje, nie są dla wszystkim czymś tak oczywistym jak mogłoby się to wydawać.  I już na wstępie chcę zaznaczyć, iż ani sam temat artykułu, ani argumenty użyte w nim nie są atakiem kierowanym w stronę  wyżej wymienionego czytelnika. Daleki jestem od takich postaw.

We wstępie wspomniałem o technikach szkolenia. Chodzi tu o zachowania hołdujące zasadzie „100 pompek jest lekiem na wszystko”. W wojsku może i tak, choć to też dyskusyjna sprawa. Na tej sprawie chciałbym się głównie skupić.

W komentarzach o których wcześniej pisałem padły takie wypowiedzi jak „trzeba musztrować aż zmądrzeją”,  „trzeba takiego delikwenta zjebać”, „Zrównać z ziemią, zmęczyć do wyczerpania i zadyszki, puścić parę komentarzy o “elytarności”, przetargać przez błoto” .
Pokazują one doskonale o jakie techniki szkolenia i wpajania pewnych zasad chodzi.
Nie zarzucam tym technikom braku skuteczności. Niemniej jednak w air sofcie czy też wszelkich zabawach terenowych związanych z wojskowością nie mają one żadnego zastosowania. Dlaczego? Poziom karności grupki znajomych, która razem strzela czy trenuje jest okropnie niski. I nie ma w tym nic dziwnego. Żaden z zacytowanych sposobów motywacji nie jest przyjemny. Co do tego nie ma wątpliwości. I teraz postawmy się w roli osoby, która zostaje „nagrodzona” w ten sposób. Obcy człowiek, który nie ma nad nią jakiejkolwiek władzy każe wykonać niejako poniżające lub męczące ćwiczenie. Nic dziwnego, że odmawia. Wie, że odmowa nie niesie ze sobą, żadnych konsekwencji. Normalne zachowanie inteligentnego człowieka.  Nie mówimy to oczywiście o treningach wymagających większego wysiłku fizycznego czy też zadaniach podczas strzelanki, których nie da się wykonać bez znacznego poświęcenia. Czym innym jest robienie czegoś z myślą o korzyściach, które przyniesie to w przyszłości ( chodzi o treningi), czy też w imię klimatu i dobrej zabawy, a czym innym jest wykonywanie indywidualnych poleceń w imię czyjegoś „widzimisię”.

Zdania które, przytoczyłem dotyczyły radzenia sobie z nadmiernym lansem i snobizmem w środowisku.
Problem jest również tego typu, że nikt kto należy takie grupy nie ma świadomości ów chorego lansu.
Zagadnienie dotyczy całej grupy, każdego jej członka, co powoduje, że nie ma osoby, która mogłaby im uświadomić, że ich zachowanie jest co najmniej nie na miejscu, nie mówiąc już o tym, ze mogłaby zmusić ich do wykonania, którego z powyższych poleceń.

Wniosek jest jeden. Trzeba szukać innych sposobów radzenia sobie z różnego rodzaju problemami dotyczącymi psychiki ludzi bawiących się w air soft, gdyż wojskowe sposoby, mimo iż skuteczne, wydają się być totalnie niemożliwe w zastosowaniu…

6 Komentarze

  1. cziman napisał(a):

    “Niemniej jednak w air sofcie czy też wszelkich zabawach terenowych związanych z wojskowością nie mają one żadnego zastosowania. Dlaczego? Poziom karności grupki znajomych, która razem strzela czy trenuje jest okropnie niski. I nie ma w tym nic dziwnego.”

    Nie jest okropnie niski. Jest taki, jaki sobie ustalicie. Zasady jakie sobie ustalacie i według których się trzymacie dyktują karność i dyscyplinę. Co więcej wysoka dyscyplina i karność wcale nie stoją na przeszkodzie w byciu przyjaciółmi. Z pryzmatu własnych doświadczeń powiem że im więcej gnoju z ludźmi przeżyjesz, tym bardziej będziesz się z nimi trzymał.

    “Obcy człowiek, który nie ma nad nią jakiejkolwiek władzy każe wykonać niejako poniżające lub męczące ćwiczenie. Nic dziwnego, że odmawia.”

    I tu pojawia się kolejny problem. Dyscyplina. Żeby sprawnie funkcjonować jako grupa trzeba trzymać się zasad. Nie zawsze wszystko co będzie się robiło będzie najfajniejszą rzeczą pod słońcem. Wszyscy zmęczeni a ktoś musi iść na wartę. Ktoś musi przygotować ognisko albo nawet zrobić żarcie. Ktoś musi zapieprzać 10km bo siadły baterie od radia. Jak ktokolwiek może sprawnie dowodzić, jeżeli na każde z tych poleceń mogę dostać odpowiedź “A wiesz co? Jebie mnie to.”? Jeżeli mam związane ręce i nie mogę ukarać jednego delikwenta który opóźnia zbiórkę bo jako jedyny musiał koniecznie spalić fajkę po przybyciu to czy mogę liczyć na skuteczne wykonanie poleceń w czasie akcji?

    Podporządkowanie się strukturze nie jest poniżające. Jest absolutnie konieczne. Dowódca nie zawsze jest alfą i omegą, każdy ma prawo w myślach kwestionować jego decyzje. Ale żeby wszystko działało sprawnie zadania się wykonuje, jakie by one nie były. Zgłosić zastrzeżenia do istoty zadania tak, kwestionować kompetencje nie.

    Nikt nie dostaje reprymendy za nic. Każdy musi znać zasady jakie obowiązują, do jakich ma się dostosować i jaka jest cena kowbojstwa. Nie ma sensu męczyć kogoś dla widzimisie – to jest zachowanie falowe, kisiel w głowie staruchów który trzeba tępić. Jeżeli ktoś dostaje te symboliczne 50 pompek to musi rozumieć za co i dlaczego. I ważne jest żeby budować solidarność – jeżeli ktoś coś spieprzy to nie ma znaczenia czy jest nad czy pod. Dowódca też robi podpór przodem jeżeli spartoli sprawę – powinien, wszak wyznacza przykład.

    Wszystko zależy od ludzi i nastawienia.

  2. Piotrek napisał(a):

    Do zaakceptowania jest wszystko to – co może zaakceptować grupa. Wbrew pozorom zgrany i często ćwiczący team ASG działa bez konieczności “opierdalania”. Zgrani ersoftowcy, na codzień szanujący się gentalmani, świadomi tego czego oczekują od gry i jakie miejsce w ekipie ma każdy z nich – nie potrzebują kaprala! Natomiast trochę dyscypliny jest przydatne na spędach – gdzie działają ludzie przypadkowi i nie znający się. Bez odrobiny dyscypliny gry takie często nie mają sensu – i są stratą czasu…Inna sprawa to na co pozwolą sobie w ramach grupy rozkazujący i wykonawcy rozkazów – nikt nikogo nie może zmusić do “pompowania” – takie bajki puszczajcie małolatom w piaskownicy. Natomiast jeśli uczestnicy grupy akceptują takie praktyki – to nie jest to przymus i wszystko jest OK.

  3. cziman napisał(a):

    Racja, mała zamknięta i dobrze zintegrowana grupa nie potrzebuje takich metod. Ale nie każda ekipa jest małą, doskonale zintegrowaną, zamkniętą grupą.

    Zmusić też nikogo nie można, ale czy ktoś kogokolwiek trzyma na przymus?

  4. Promo napisał(a):

    Dajcie jakieś ciekawe promocje… tak jak kiedyś, 50% na kulki i wybrane repliki. Kiedyś promocje i ciekawe oferty przykuwały oko, teraz po zmianie właściciela nie ma nic ciekawego. Tylko pijar/blogi/i inne pierdoły. Proponuję zwolnić tych wszystkich humanistów, zaoszczędzić na etatach i poprzez ciekawe ceny zwerbować nowych maniaków… tak jak to było kiedyś.

  5. Piotr "Wroobel" Wróblewski napisał(a):

    Hmmm, a może tak za darmo? Zwolnijmy wszystkich, nie płaćmy podatku, wtedy będą promocje 90%. Mi tutaj nikt nie płaci, więc wiele byś nie zyskał. A jeżeli masz, aż taki zmysł marketingowy to może warto samemu otworzyć sklep? Wtedy będziesz robił promocje na 100%. Co do przyciągania maniaków to może jednak warto popatrzeć na to co się działo przez ostatni miesiąc. Zapewne o biegu na orientacje nie słyszałeś, gdybyś słyszał to wiedizałbyś, ze GFC przeznaczyło 12 000 zł na nagrody. Myślę, że to zabieg który bardzo dobrze przyciągnął nowych maniaków. No, ale cóz, nie ma promocji 50% na kulki, nie ma nowych klientów 🙁

  6. P3n1o napisał(a):

    Promocje mają na celu utrzymać klienta lub zasugerować kupno w danym sklepie w porównaniu do konkurencji, nowi klienci to tylko znikomy odsetek, gdyż to nie dzięki promocjom dowiadują się o sklepie, produktach, oferowanych usługach i ich jakości 😉 To jest trochę bardziej skomplikowane niż myślisz “Promo”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook