Zastosowanie jakichkolwiek dodatkowych części elektrycznych w naszych replikach airsoft ma właściwie tyle samo zwolenników, co i przeciwników. Obie strony mają swoje racje, których twardo bronią, nie dając się przekonać do drugiego rozwiązania. Są też tacy, którzy w zależności od warunków, korzystają z obu możliwości w różnych replikach, bo uważają że nie ma rzeczy uniwersalnych. Jako że należę do tej trzeciej grupy i jestem osobą bardziej obiektywną w tym odwiecznym konflikcie, to postaram Wam się przytoczyć zalety i wady stosowania lub zażegnania dodatkowej elektroniki w replikach ASG.

Moje repliki z układami elektrycznymi

Jako tę wspomnianą elektronikę, mam na myśli wszelkie konstrukty typu MOSFET. Wliczając w to programowalne jednostki oparte zarówno na przeróżnych mikrostykach i mini układach, jak i jednostkach opartych na czujnikach optycznych.

Na cztery posiadane repliki, w dwóch mam założone układy elektroniczne.

replika P90 od marki CYMA

Mój P90 od CYMY (recenzję tego modelu znajdziecie tutaj) ma złożony przez kolegę układ MOSFET.

 moja replika ELAR SOPMOD 2 z układem GATE TITAN

W swojej ukochanej ELAR SOPMOD 2 korzystam z jednostki GATE TITAN (więcej o mojej replice tutaj).

replika E&L z okablowaniem

W drugiej E&L’ce natomiast nie ingerowałem nawet w okablowanie poza wtykiem.

replika M249 A&K z kablami modelarskimi

A w M249 A&K (nowy nabytek :)) mam wymienione jedynie kable na modelarskie.

 

Jakie są więc korzyści z dodatkowych układów elektrycznych w replikach?

Istnieje kilka podstawowych zalet, które daje nam korzystanie nawet z najprostszych układów MOSFET. Pierwszą z nich jest bardzo pożądana w replikach AEG, poprawiona rekcja na naciśnięcie spustu, która pozwala między innymi na szybsze prowadzenie ognia w trybie pojedynczym.

układ MOSFET

Kolejną z nich jest fakt „odciążenia” styków w replice. Ma to spore znaczenie dla ich żywotności, ponieważ z czasem zwyczajnie się one przepalają. Efektem może być coraz częściej występujący brak reakcji na spust, lub przerywanie pracy repliki. Szczególnie prawdopodobne jest to przy dużym przebiegu karabinka i używania baterii LiPo 11,1 V. W przypadku korzystania z układu MOSFET, styki prawdopodobnie przeżyją całą resztę części naszej repliki airsoft.

Jeśli korzystacie z mocnego silnika oraz baterii 11,1 V, warto również rozważyć zainstalowanie układu MOSFET z aktywnym hamulcem. Zapobiega on wykonaniu więcej niż jednego cyklu gearboxa podczas jednego strzału. Problem ten może się pojawiać szczególnie przy wykorzystaniu trochę słabszych sprężyn. Instalacja jednostki z aktywnym hamulcem ratuje sytuacje, dając w gratisie już wyżej wspomniane benefity.

elementy układu MOSFET

Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak, kiedy weźmiemy MOSFET z wyższej półki, który da się programować. Te najprostsze oferują między innymi odcięcie zasilania w momencie wykrycia problemów z baterią, czy też ustawienie trybu burst w replice. Te jeszcze wyższej klasy, oferują praktycznie możliwość zaprogramowania działania repliki pod żądania użytkownika, jednak o tym innym razem ;).

 

No to wszystko super, to ma to w ogóle jakieś minusy?

Niestety – ma. Najprościej mówiąc, dodatkowa elektronika w replice to dodatkowa rzecz, która może się zepsuć.

Najgroźniejsze są zwarcia z udziałem układów MOSFET. Dosyć łatwo to rozpoznać ponieważ replika dosłownie szaleje na full auto. W rezultacie nie da się jej powstrzymać inaczej, niż poprzez wypięcie baterii. W przypadku mocniej wykręconych replik, dostosowanych do prowadzenia głównie ognia pojedynczego, może się to zakończyć katastrofą w środku gearboxa. Jeśli potrwa to wystarczająco długo, może ucierpieć nawet bateria.

Wypadki takie rzadko się zdarzają podczas normalnego użytkowania i raczej są wynikiem nieodpowiedniego montażu lub błędów fabrycznych producenta MOSFETu (lub też garażowych domorosłego serwisanta).

Tylko właśnie, wspomniałem o „normalnym użytkowaniu”. W przypadku replik z układami MOSFET zazwyczaj jest to użytkowanie ich w dogodnych warunkach pogodowych, unikając nadmiernej wilgoci i deszczu. Co prawda producenci i serwisanci uczą się na błędach i większość układów jest solidnie zabezpieczona przed wodą i zwarciem spowodowanym jej obecnością, to jednak w bardziej ekstremalnych przypadkach może się to zdarzyć. Strzelanie się w deszczu jest super, ale lepiej dmuchać na zimne i wziąć ze sobą replikę bez MOSFETu.

na strzelance z repliką ELAR SOPMOD 2

Jeśli  jednak mamy tylko jedną replikę i musimy wyjść na deszcz – należy pamiętać o wszelkich środkach ostrożności. Jeśli mamy układ w kolbie, to możemy dodatkowo zalepić taśmą otwory w niej. Pod żadnym pozorem nie możemy podnosić repliki z MOSFETem skierowanym ku dołowi. Może to spowodować spłynięcie wody do układu i wywołać zwarcie. Po samym strzelaniu też warto odłączyć zaraz baterię i wysuszyć replikę. Znam dobrze przypadek odstawienia emki z lufą do góry i podłączoną baterią po ulewie. Mój kałach z mośkiem przeżył, z emką było gorzej ;).

W takim TITANie natomiast, mimo całkiem dobrej odporności na wodę… układ zwyczajnie świruje w deszczu. Wszystko przez zastosowanie czujników światła, które bardzo łatwo zaburzyć kroplą wody w nieodpowiednim miejscu i czasie.

 

Jak widać, wszystko ma swoje plusy i minusy, i jak to w airsofcie bywa – daje solidne podstawy do posiadania w swoim uzbrojeniu obu rozwiązań. Tak to przynajmniej możecie tłumaczyć swoim żonom 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook