FPS w środowisku – pluszowy ersoft vs. hard ball twardziel

FPS w środowisku – pluszowy ersoft vs. hard ball twardziel

Przez ostatnie 10 lat funkcjonowania w środowisku udało mi się zaobserwować wiele zjawisk i wiele trendów, które były mniej lub bardziej tymczasowe. Wraz z modą czy to pod wpływem zwykłego znudzenia środowisko porzucało te zamysły, aby zająć się nowymi, na tamten moment ciekawszymi sprawami. Jednak dwie rzeczy pozostają te same. To, że FPS są winne całego zła tego świata, oraz to, że PT2 to najlepszy kawałek oporządzenia jaki można kupić na start. Obie w mojej opinii są bzdurne, ale zajmę się jedynie pierwszą z nich.

Każda replika generuje jakieś FPS, to oczywiście naturalne. W przeliczeniu z wagą kulki daje nam to odpowiednie Joule. Im szybciej kulka leci i im jest cięższa tym więcej otrzymujemy Jouli, a te teoretycznie można przełożyć na ból. Chcemy strzelać dalej niż nasi przeciwnicy, chcemy strzelać celniej – dlatego tuningujemy nasze repliki. Dodatkowo ten proces na przestrzeni lat ułatwiły części chociażby SHS, które są tanie, oferują naprawdę przyzwoitą jakość i pozwalają nam realizować nasze marzenia o dziale orbitalnym. Problem pojawia się gdy komuś coś się stanie na strzelance. Problem automatycznie jest przeniesiony na przedmiot bez własnej woli generujący jakąś prędkość wylotową, czyli replikę. Czy tak powinno być?

Zaczynałem swoją zabawę w airsoft od sprężyn. Najpopularniejszymi na tamte czasy były sprężynowe MP5 Umarex oraz… Rugery KJW. A te drugie siały popłoch w naszym środowisku. Miały opinie niebezpiecznych, posiadały bowiem dużo FPS, bo ok. 500! A wtedy taka wartość była co najmniej niebezpieczna. Paradoksalnie, nie mieliśmy wtedy wypadków związanych z tą repliką. Kolega stracił zęba ze sprężyny, ok. 220 FPS, z 20 metrów. Aleeeeeeeeeeeeeeeeeeee co? Tak mało FPS i ząb poleciał? Jak to?!

To doświadczenie było ze mną przez większość mojego dorosłego airsoftowego życia. Za każdym razem jak ktoś przypominał albo wspominał, że „Za dużo FPS złe! Banować” albo „Mancraft tak zły, umieram od postrzału” przypomina mi się ta sytuacja. Bo w mojej ocenie to nie FPS krzywdzą ludzi, ale ludzie.

Przede wszystkim coraz częściej czytam na forach o bezkompromisowym zasypywaniu potencjalnych terminatorów gradem kulek, nawet z bliskich odległości. O poprawkach w głowę. Widuję nieodpowiedzialne zachowania. Czytam jak to niektórzy nie mają problemu z tym, aby komuś strzelić z metra z dowolnej repliki by nie uznają zasady „pif paf” a na końcu, święty argument polskiego airsoftu: „To zabawa taka a nie inna! TUTAJ MUSI BOLEC! NIE MA CO PŁAKAĆ! HURRRRRR DURRRRRRRRRRRR”. Potem ten sam delikwent leży gdzieś w lesie i kwiczy z bólu ugodzony w twarz kulką ze złego Mancrafta lub HPA, które zabija…

fpsKiedyś zabijał Mancraft, dziś – HPA
Źródło: http://www.popularairsoft.com/news/custom-hpa-p226-alpine-upgrade-guide

Przede wszystkim, w mojej ocenie, jeśli ktoś nie ma problemu ze zrobieniem drugiej osobie krzywdy, osobie której najprawdopodobniej nie zna, i to świadomej krzywdy poprzez powyższe zachowania to dla mnie jest osobą nieodpowiedzialną. W mojej ocenie takie zachowanie jest skrajnie niedojrzałe. Pchanie teorii, że airsoft to „sport kontaktowy i musi boleć” również nie przysparza nikomu korzyści. Każdy z nas jest inny, nasze ciała są zbudowane w skrajnie inny sposób, każdy ma swoje specjalne miejsca. I tolerancja na ból dla każdego jest inna. Jednego boli ugryzienie komara, a drugiego dopiero otwarte złamanie. W tym wszystkim trzeba znaleźć złoty środek.

Podczas strzelanki każdy z Nas jest kolegą, chociaż się nie znamy, chociaż czasem możemy mieć rozmaite antypatie, to w mojej ocenie nawet jeśli spotkam mojego największego wroga nie zrobię mu krzywdy moją repliką. Ponieważ wtedy zanieczyszczę airsoft swoją postawą, umieszczę w tym bezpodstawną agresję. Nie będę robił krzywdy potencjalnym termosom. Może nie poczuł? Może nie doleciała? Może po prostu nie chce się przyznać? Ale wtedy to jego problem. Mam podejście, że nie dam się sprowokować do takich rzeczy takim zachowaniem. Repliki i ich FPS nie krzywdzą ludzi, robią to inni ludzie. Nieodpowiedzialnymi zachowaniami, brakiem kontrolowania swojej muszki, bezmyślnym strzelaniem na oślep. Jeśli ktoś podejdzie do mnie blisko i krzyknie „pif paf” nie będę się wdawał z nim w dyskusję. Wole zejść z pola niż zrobić komuś krzywdę. Bo w moim odczuciu zawsze jest to niemiłe przeżycie i zawsze bardzo ciężko je przeżywam. Wrzucam to na swoje barki jako moją winę. Staram się grać odpowiedzialnie, ale z drugiej strony każdy o sobie tak mówi.

Czego to dowodzi?!

Ano niczego. Tylko tyle, że w mojej ocenie każdy jest odpowiedzialny nie tylko za swoje bezpieczeństwo, ale za bezpieczeństwo innych graczy na strzelance. Jako środowisko powinniśmy o tym pamiętać. W sytuacji kiedy wciskamy spust ciężko cofnąć czas. Pewnie, nieprzewidziane wypadki się zdarzają. Ale nikt mi nie wmówi, że jeśli podczas strzelanki zrobicie komuś krzywdę, przejdziecie obok tej sytuacji bez żadnego problemu.

3 Komentarze

  1. EliśiuM pisze:

    Prawda sama prawda.

  2. Włóczykij pisze:

    Mądre słowa, ale mnie boli, jak wręcz jęczą o realizm.. I Ci, którzy najgłośniej krzyczą o to, również najgłośniej płaczą, jak oberwą z full auto w budynku.
    „400 fps w budynku! Ałaaa, won stąd, świrze!”, „dyskwalifikacja, full auto w domu, nie wolno!”
    To jest realizm?! W rzeczywistości wszedłby im gość z PK do pokoju 3x3m i pokazał, jak wyglądają ich wnętrzności.

    Wolę ASG, ale polecam Paintball CQB – tylko dla odważnych. 😉

  3. thor_ pisze:

    Problem stary jak świat ersoftowy. Czy da się go rozwiązać? Tak da się… no może nie rozwiązać ale zredukować do granicy którą każdy może przyjąć jako nieszczęśliwy i cholernie rzadki wypadek.

    Organizując imprezy nie dopuszczałem możliwości brania w nich udziału przez totalnie przypadkowych ludzi. Przez kilkanaście lat była okazja poznać trochę ludzi, ich podejście do ersoftu i przede wszystkim zorientować się czego można się po nich spodziewać.

    O ile organizując „zwykłe” strzelanki dla „każdego” w lokalnych środowiskach jedynym sposobem zabezpieczenia się przed „idiotami” jest wprowadzenie limitów i trąbienie i nich przed każda imprezą do znudzenia, o tyle organizując imprezy dla ludzi znanych, zweryfikowanych, do których ma się jakieś zaufanie, można sobie limity darować. Pamiętam kiedy w 2008 roku na zlocie w Tomaszowie wyciągnąłem z samochodu AR-11 (co2 na kulkach 0,25 ponad 750 fpsów – na 0,2 coś koło 850) pierwsze kroki skierowałem do organizatorów (mimo ze tę kwestię wcześniej omawialiśmy) i organizatorzy poinformowali dowódców stron i części ekip którzy byli pod ręką o tym, że ta replika i ten konkretny człowiek na jej końcu będą dopuszczeni do gry. Reakcje były różne ale generalnie zostało to przyjęte. W czasie całej imprezy strzeliłem z „potworka” w sumie może 30-40 razy, nie strzelałem do przeciwnika – strzelałem w jego kierunku ale celując w ściany budynków na odległościach powyżej 60 metrów. Od strzelania do „ludzi” miałem M4 na plecach. Raz strzeliłem do dowódcy podchodzącej nas grupy który wchodził na nasyp w odległości jakichś 80-90 metrów. Jeden strzał do „żywego” celu. Da się? Da się, tylko trzeba chcieć i myśleć.

    Nigdy replika i jej magiczne „fpsy” nie zrobią nikomu krzywdy o ile ktoś nie weźmie ich w rękę i nie wyceluje w konkretne miejsce.

    Problemem dziś są repliki, które mają średnio prędkości wylotowe wyższe, od tych sprzed 10 lat, o prawie 30% a są typowymi „stockowymi” replikami. I problem rodzi się w chwili kiedy ktoś „nowy” nie doświadczony wyciąga taka replikę po zakupach z pudełka, ładuje batkę, kulki i zasuwa na pierwsza strzelankę. Ale tu niestety musi zadziałać myślenie, instynkt samozachowawczy plus jak najszybsze zebranie doświadczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook