Odkąd uczestniczyliśmy w drugiej edycji tej imprezy airsoft, nie opuściłem jeszcze ani jednej z kolejnych (o wcześniejszych edycjach możecie poczytać tutaj). Prosty, acz wymagający tryb rozgrywki, świetny teren i rozmieszczenie na nim punktów kontrolnych, a także niepowtarzalny klimat to coś, co przyciąga co pół roku na tę imprezę całe zastępy graczy ze Śląska, a nawet i z pozostałych części kraju (pozdrawiam chłopaków z Warszawy!). Z tego względu, w piątej edycji po raz kolejny zwiększono limit osób, a także poszerzono nieco teren rozgrywki. Nie zmieniło się jedno – gra trwa 24 godziny bez przerwy.

Teren

Po raz kolejny impreza odbyła się na obszarze Ramża-Bełk. Oznaczenia głównych punktów do zadań otrzymaliśmy na mapach wchodzących w skład pakietu uczestnika. Pozostałe elementy takie jak bazy, kopalnie oraz misje dodatkowe były do samodzielnego odnalezienia i oznaczenia (z czego to drugie nie było zbyt zalecane – co jeśli gotowa mapa wpadnie w ręce przeciwnika?)

Mechanika gry

flaga Fedrunek 24H

Dwie drużyny: niebiescy i zieloni rywalizują ze sobą przez 24 godziny o zdobycie jak największej ilości punktów. Przydzielane są one za:

  • zdobycie kodów ze wszystkich punktów oznaczonych na mapie
  • zdobycie kodu z bazy przeciwnika
  • zdobycie kodów z kopalni
  • czas utrzymania kopalni
  • zdobycie kodów z punktów uzdatniania uranu
  • czas utrzymania punktów uzdatniania uranu
  • uran znajdujący się w skrzynce w bazie: zwykły lub wzbogacony
  • zadania z transportem beczki z uranem
  • zrzuty i zadania dodatkowe pojawiające się dynamicznie w czasie gry
  • sprzedaż uranu handlarzowi o określonych godzinach – bardzo mocno premiowane, nowość w tej edycji

Jak widać, w czasie gry zdecydowanie jest co robić przez całe 24 godziny. Dlatego istotnym elementem jest pełne zgranie drużyny i obranie konkretnego planu działania, by móc zdobyć przewagę nad przeciwnikiem i zwyciężyć. Istotnym czynnikiem był również respawn, który następował o każdej pełnej godzinie przy bazach lub też specjalnie wydzielonych przez polowych medyków respach. Śmierć w nieodpowiednim momencie mogła oznaczać wykluczenie z gry nawet na godzinę, więc trzeba było się pilnować, a w szczególności – dowódców ;).

kopalnia Fderunek 24H

Relacja z gry

6:30

Przybywamy na teren gry. Ciężko nie zauważyć zwiększonego limitu graczy – airsoftowcy są dosłownie wszędzie, a znalezienie miejsca parkingowego graniczy z cudem, mimo że odprawa zaczyna się dopiero o 8:00! Bardzo miłym akcentem ze strony organizatora było przygotowanie stoiska z gorącą wodą, kawą i herbatą – nielimitowaną i darmową dla każdego uczestnika.

ekwipunek na manewry

Po przywitaniu się ze wszystkimi znajomymi udaliśmy się na rejestrację, która przebiegała bardzo szybko i sprawnie. Zostaliśmy oznaczeni zielonymi taśmami, wpisaliśmy się na listę, a także otrzymaliśmy dobrej jakości mapę, na której odwrocie znajdowały się również wszystkie zasady gry. To proste rozwiązanie sprawia, że nie musimy później męczyć dowódców lub organizatora (pewnie wszyscy sobie dobrze zdajecie sprawę z tego, jak wygląda czytanie zasad przed strzelanką u większości graczy…).

8:00

rozpoczęcie manewrów Fedrunek 24H rozpoczęcie imprezy airsoft Fedrunek 24H

Zaczyna się odprawa. Grupujemy się odpowiednio na drużynę zielonych i niebieskich. Następuje losowanie baz, Krauzak również przypomina jeszcze raz wszystkie najważniejsze zasady gry i jej mechanikę. Następnie ujawnieni zostają sędziowie gry czyli osoby, które w przypadku stwierdzenia łamania zasad gry lub pojawienia się konfliktu wyciągają swoją „czerwoną kartkę” i rozwiązują go, lub też w ostateczności – proszą gracza o opuszczenie rozgrywki. Pomysł jest świetny i bardzo skuteczny – osoby o słabszej sile woli mają świadomość, że zawsze ktoś może mieć ich na oku. Nie jestem pewien jednak co do słuszności ujawniania tożsamości sędziów gry – to powinno dziać się moim zdaniem dopiero w momencie ich interwencji. Z drugiej jednak strony – na Fedrunku większość graczy dobrze się zna, a przynajmniej kojarzy, a sam klimat mimo sporej rywalizacji jest w pełni koleżeński. W tym roku praktycznie nie było żadnych sporów, a niektórzy byli wręcz zdziwieni osiągami swoich replik – nawet na granicy zasięgu ludzie odczuwali i przyznawali się do trafień ;).

9:00

Czekamy chwilę aż pojawi się nasz dowódca (przy okazji mamy flashbacki z poprzedniej edycji…) i wyruszamy do naszej bazy. Tam się chwilowo rozkładamy, następuje także odprawa oraz przedstawienie taktyki i zadań poszczególnym dowódcom plutonów. W międzyczasie „podwładni” zabierają się za budowanie i fortyfikowanie bazy, czy też wybiera miejscówkę do swojego późniejszego odpoczynku na czas wydzielonych przez dowódcę przerw.

9:15

Gra już się rozpoczęła, a my w końcu ruszamy w bój całym plutonem trzecim. Po drodze znajdujemy już pierwszy punkt z kodem oraz skrzynką. Do tematu podeszliśmy niestety „na pewniaka”, otaczając skrzynkę kiedy to jeden z nas (44) ją otworzył. Ze skrzynki rozległ się głośny, piskliwy alarm, a w środku znajdowała się karteczka informująca o wybuchu bomby i śmierci wszystkich osób znajdujących się w promieniu kilku metrów. No cóż… zaczynamy naszą rozgrywkę od udania się na godzinnego respa :D.

10:00

Rozweseleni naszym profesjonalnym rozpoczęciem gry wracamy do rozgrywki. Staramy się w trójkę dołączyć do naszego oddziału, który już zdążył się przemieścić na kolejny z zaplanowanych punktów – umawiamy się więc na rendez-vous na następnym w kolejności punkcie. Po krótkiej zabawie z wytyczeniem trasy na mapie udało nam się udać na punkt zborny przed resztą oddziału. Jak się okazało, trafiliśmy również na kopalnię, na której znajdowali się już niebiescy. Większość plutonu ruszyła frontem, natomiast my w naszych strojach krzaków – uderzyliśmy we flankę, czyszcząc przejście dla reszty. Przejęcie kopalni poszło bardzo sprawnie i bez większych strat własnych (o ile w ogóle jakieś wystąpiły). Zgodnie z rozkazami rozstawiliśmy się na całej kopalni i broniliśmy ją, by zdobyć trochę uranu i punktów za utrzymanie miejsca.

13:00

Mamy w posiadaniu już uran do odniesienia do bazy, w międzyczasie rozpoczyna się natarcie niebieskich na naszą kopalnię. Po dłuższej wymianie ognia i sporej ilości fragów po obu stronach konfliktu wycofujemy się do bazy, by nie stracić cennych jednostek uranu, kiedy reszta zielonych jeszcze broni kopalnię. Udało nam się wrócić w jednym kawałku i zwrócić uran do bazy. Dowódzca zielonych oddelegował nas z powrotem w pole wraz z trzema porcjami uranu do uzdatnienia – rzekomo trasa oraz samo miejsce było w pełni opanowane przez naszą drużynę… Jak się okazało, nie do końca :D. Chwila nieuwagi podczas postoju i zaatakował nas dobrze zgrany oddział krzaków. No to wracamy na respa!

14:00

Po raz kolejny ruszamy z bazy na powierzoną nam misję. Po drodze natrafiliśmy na oddział Black Opsów, który był już około 100 metrów od naszej bazy. Nawiązaliśmy dosyć intensywny kontakt z nimi i udało nam się zająć ich (a właściwie – przeżyć) na tyle długo, by nadeszło wsparcie Zielonych. Chwila dłużej i mielibyśmy rzeź niewiniątek w bazie. No to znowu na respa :D.

15:00

Wracamy do gry i udajemy się do bazy po rozkazy. Nie jest dobrze, zaczyna się zamęt i chaos, a także kompletna zmiana taktyki gry. Widać po znajdujących się w bazie, że morale opadają. Pada również hasło „poczekajcie jeszcze pół godziny, zbieram wszystkie plutony do bazy”.

15:45

Dostajemy misję zwiadowczą – mamy udać się w okolice bazy przeciwnika i raportować o wszelkich jego zachowania, kiedy reszta naszych będzie brała udział w ataku na bazę. Udaje nam się niespostrzeżenie podejść pod kopalnię najbliżej bazy przeciwnika i obserwować jego poczynania zarówno na drodze, jak i samej kopalni. W międzyczasie znajdujemy także punkt 11 z kodem.

16:30

Zdobywamy kopalnię i obstawiamy ją. Kolejnym zadaniem jakie otrzymujemy jest znalezienie punktu numer 10 – jest to ostatni kod, którego jeszcze nie posiadamy. Znajduje się on około 250-300 metrów od nas, więc ostrożnie przemieszczamy się w jego kierunku wdzłuż drogi, trzymając się linii lasu. Po drodze napotkaliśmy dwa razy kontakt z przeciwnikiem – jeden na drodze, drugi w lesie. Z obydwu udało nam się wyjść bez szwanku i kontynuować zadanie. W końcu udało nam się odnaleźć punkt 10, na którym znajdowała się także skrzynka. Nauczeni życiem wysłaliśmy najpierw do dowódcy kod z kartki na drzewie, po czym pełni adrenaliny zabraliśmy się za otwieranie skrzynki. W środku znalazła się instrukcja zadania oraz 4 fotografie. Wydawało się ono proste – znaleźć miejsca z fotografii i kody znajdujące się w pobliżu. Nic bardziej mylnego, spędziliśmy przy nim najbliższe 3-3,5 godziny :D.

Każdy z punktów był praktycznie wyrzucony na każdej ze skrajnych części mapy. Pomijając już sam fakt skojarzenia miejsc (właściwie to tylko do słupa energetycznego można było dojść według oznaczenia linii… biegnącego przez całą mapę). Co ciekawe, mimo przejścia praktycznie całego terenu wzdłuż i wszerz nie napotkaliśmy po drodze na żaden kontakt z przeciwnikiem.

21:00

Wracamy do bazy. Po drodze udało nam się też znaleźć 2 porcje uranu oraz punkt wzbogacania, z którego skorzystaliśmy. W bazie możemy napić się wody i zjeść coś na ciepło (oczywiście, że na naszą cudowną „krótką” akcję zostawiliśmy plecaki w bazie). Rozkładamy przy okazji hamaki żeby trochę odsapnąć po naszej długiej wyprawie. Odpoczywamy w naszym mini FOBie, cały czas mając repliki ASG w gotowości, w razie ataku przeciwnika na bazę. Niestety duża część zielonych już biwakowała na respie w strefie offgame…

23:30

Ze strony dowództwa pełna cisza, u większości ludzi morale sięgają dna, więc wyruszamy na wyprawę na jedną z „opuszczonych” kopalni. Niestety poza latarkami i GPS, nie mieliśmy jakiegokolwiek sprzętu do działań nocnych – po drodze tylko parę razy z ciemności wyłoniły się głosy z odzewem zielonych z groźbą odstrzelenia nas. W końcu udało nam się dojść na kopalnię, gdzie spędziliśmy praktycznie większość nocy. Około 3 odwiedził nas Lessie z innego plutonu, po czym ruszył dalej na nocne działania.

4:00

Wracamy do bazy. Pora napić się czegoś ciepłego i odespać nabite kilometry. Przed rozłożeniem się w hamakach zbudowaliśmy jeszcze na szybko umocnienia naszego FOBa do obrony w razie ataku Niebieskich. Niestety jakieś 10 minut później z ciemności wyleciały kulki z luf właścicieli termowizorów – nie zdążyliśmy nawet zrzucić się z hamaków do naszych umocnień.

5:00

Pobudka – poranne posiłki, kawa i rozciągnięcie kości. Zieloni na respie skończyli balować i śpią, a niedobitki ruszyły w teren wykonywać zadania na własną rękę. Nasz pluton w dalszym ciągu nie otrzymał dalszych poleceń, a w powietrzu, już od jakichś 6 godzin, wisi pełna przegrana.

6:00

W bazie każdy zbiera po jednym z lighsticków, by w razie ataku nie były one skondensowane w skrzynce w bazie. Jedyne co z tego wywnioskowaliśmy to to, żeby pilnować bazy do końca gry. I tak się właściwie wszystko skończyło – do 9:05 (zakończenia gry) nikt nas nie zaatakował, chwilę przed zakończeniem rozgrywki odnieśliśmy z powrotem swoje porcje uranu do skrzynki wliczającej się w punktację.

9:05

Koniec gry. Udajemy się na punkt zbiórki, gdzie Krauzak dziękuje wszystkim za rozgrywkę i zaprasza na kolejną edycję. Odprawy końcowej nie ma, bo cóż… dostaliśmy taki łomot od Niebieskich, że nawet nie było sensu.

Moje wrażenia z imprezy airsoft – Fedrunek 24H vol 5

drużyna zielonych na manewrach Fedrunek 24H

Mimo, że przegraliśmy prawie do zera, to na imprezie bawiłem się świetnie. Głównie dzięki mojej ekipie i klimatowi imprezy. Pozostaje jednak ogromny niesmak, który ciągnie się już właściwie od poprzedniej edycji bez dowódcy. Tym razem był on obecny, ale… jakby go nie było. Plany były przeogromne, a ich realizacja nawet do południa szła nam całkiem dobrze i niosła ze sobą sporo nadziei na wygraną. Jednak w pewnym momencie coś się wydarzyło, nagle „cyk” i morale poszły w dół, z dowódcą nie było kontaktu, a przy okazji dowódca też nie miał podobno kontaktu z innymi drużynami. Wystarczyła chwila dezorganizacji by odpalił się efekt kuli śnieżnej z opłakanymi dla naszej punktacji skutkami, które były już nie do odwrócenia. Mam nadzieję, że w kolejnej edycji, w Fedrunku V7, który już za 4 miesiące, Zieloni odzyskają godność i pokonają nieugiętych Niebieskich. Będzie to jednak wymagało sporego zgrania i pełnego wzajemnego zaufania dowódców plutonów wobec siebie i głównego dowódcy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook