Misja Afganistan 2016 – sprawozdania część 2.

Dzień 2 – „Czy w tej bombie wyglądam grubo?”

Dzień drugi mieliśmy wraz z drugim członkiem oddziału rozpocząć od warty na bramie. Echa burzy, która przeszła w nocy nad okolicą zmuszając nas do prowizorycznych napraw naszego kombinowanego namiotu i zabezpieczenia dobytku widniały gdzieś w oddali. Cały obóz jeszcze smacznie spał, a jak się miało okazać pośpieszyliśmy się z naszą zmianą o dobrą godzinę. Skoro już byliśmy na nogach i nie było sensu wracać do namiotów postanowiliśmy zobaczyć jak poradziła sobie z nawałnicą najbliższa okolica. Posterunek afgańskiej policji – check. Bazar cały? – jak najbardziej. Pobliska wioska – nieco nadszarpnięta, ale wyglądała, że się trzyma. Miejscowa flaga smętnie spoczęła na zboczu wzgórza. Z braku lepszych zajęć naprawiliśmy wyrwany przez noc maszt w ramach sąsiedzkiej pomocy. W drodze powrotnej do bazy napotkaliśmy organizatora, który wyraźnie interesował się stanem każdej lokacji i upewniał się, czy nikt niczego nie potrzebuje.

 

Misja Afganistan 2016

 

Na nasz okres warty przypadł czas „powrotu do życia” terenu gry. Wszyscy zajmowali się śniadaniem oraz przygotowaniem wyposażenia. W skrócie całe życie toczyło się w obozach, wokół cisza, a na bramie nie mieliśmy za wiele atrakcji. Po dotarciu zmiany postanowiliśmy kolejny raz udać się na bazar. Z jednej strony chcieliśmy zawrzeć stosunki z lokalnymi handlarzami, a z drugiej liczyliśmy na najnowsze wydanie lokalnej gazety. Tutaj nie sposób nie pogratulować pomysłu – lokalna gazeta była wydawana co kilkanaście godzin. Można było dowiedzieć się z niej o panującej obecnie sytuacji, a dzięki temu, że redaktorzy byli otwarci na tematy podrzucane przez graczy można było napotkać artykuły typu „sprzedam kozę”, kącik humorystyczny czy „porwało mnie UFO”. Udało nam się uzyskać jeden z pierwszych egzemplarzy tego dnia. Szukać długo nie musieliśmy – nasze dokonania z dnia wczorajszego znalazły się w publikacji.

 

Lokalna gazeta

 

Kocioł

Zadowoleni z naszego małego sukcesu rozpoczęliśmy powrót. Wychodząc na drogę zobaczyliśmy jak jeden z patroli ISAF broni się resztkami sił przed talibami, którzy musieli czaić się wcześniej w zasadzce. Niewiele się zastanawiając ruszyliśmy na pomoc. Czujący już smak zwycięstwa przeciwnicy nie dostrzegli naszej dwójki, która pojawiła się na niepilnowanej flance. Sytuacja zmieniła się błyskawicznie. W kilku pierwszych sekundach udało nam się wyeliminować najbardziej odsłonięte cele i zredukować ich przewagę liczebną na tyle, że resztki patrolu dołączyły do kontrataku. Zaczęliśmy zamykać kocioł – niestety nasza niewielka liczebność pozwoliła niedobitkom na ucieczkę do znajdującej się około 300 metrów dalej wioski. Wiedzieliśmy, że w naszym obecnym położeniu nie mamy co tam zaglądać. Jedyną możliwą decyzją był powrót do bazy i zdanie relacji z kontaktu. Jak się później okazało w owej wiosce miała przebywać osoba poszukiwana listem gończym.

 

 

Tym razem w rejon udaliśmy się w silnym składzie.  Na pierwszy kontakt natrafiliśmy kilkadziesiąt metrów za bazarem. Pojedyncze gniazda oporu nie stanowiły jednak większej przeszkody. Na linię obrony z prawdziwego zdarzenia natrafiliśmy dopiero około 50 metrów od wioski. Natarcie wyraźnie zwolniło i pojawiły się pierwsze straty. Próby przywrócenia dynamizmu natarcia kończyły się zwiększeniem liczby rannych lub ewentualnym zdobyciem co najwyżej kilku metrów terenu. Nagle starcie po prostu wygasło. Nieco zaskoczeni przerwanym kontaktem spostrzegliśmy, że obrońcy zwyczajnie uciekli do wioski, gdzie po chwili zniknięcia nam z oczu pozbywali się uzbrojenia i powracali jako „zwykli wieśniacy” – oczywiście odpowiednio wyrażając swoje niezadowolenie faktem przeszukiwania przez nas wioski, która została otoczona kordonem.

 

 

W ogólnym chaosie udało nam się dostrzec poszukiwany cel – nie niepokojąc zbierającego się tłumu zwabiliśmy go poza kordon i dopiero tam został aresztowany oraz przedstawiono mu zarzuty. Najbardziej krzykliwi wieśniacy, którzy najprawdopodobniej byli współpracownikami zatrzymanego zaczęli podburzać tłum. Kilka osób próbowało przerwać kordon. Sytuacja powoli wymykała nam się spod kontroli – co więcej miejscowi przedstawiciele afgańskiej policji wyraźnie chcieli nam utrudnić zadanie. Mając na uwadze wcześniejsze przypadki detonacji zamachowców samobójców w tłumie protestujących, zadowoliliśmy się zdobyczą i rozpoczęliśmy wycofanie sił z wioski. W okolicach bazaru przekazaliśmy zatrzymanego innej grupie, która zmierzała do głównej bazy, a sami udaliśmy się uzupełnić zapasy do FOB Mike.

 

Afgańska policja, czyli niepewni sojusznicy

 

Wybuchowa niespodzianka

Na bramie oczywiście musieliśmy wymienić się informacjami o odbytej misji z pozostałymi członkami grupy… Nagle na drogę wyjechał niebieski pick-up. Zmierzający w naszym kierunku pojazd ignorujący znaki stopu stał się dla nas oczywistym zagrożeniem i celem pomimo nawoływań o pomoc medyczną.  Na reakcję było jednak już za późno – pojazd zdołał dotrzeć do bramy. Deklarowana moc zdetonowanego ładunku wybuchowego oznaczała wyparowanie niemal całej bazy. Wybiegająca z bezpiecznej odległości grupa talibów tylko utwierdziła nas w przekonaniu, że cała akcja była bardzo dobrze zaplanowana – weszli do bazy prawie jak do siebie.

 

 

Zaczęliśmy ruszać na respa mieszczącego się w strefie offgame, gdy kolejny raz zostaliśmy zaskoczeni, tyle, że tym razem jak najbardziej pozytywnie. Pamiętacie jeszcze tą wioskę umiejscowioną pomiędzy naszym FOBem, a bazą główną? Tą do której podchodziliśmy łagodnie określając nieufnie. Korzystając z zamieszania udało się jej mieszkańcom podkraść do naszej bazy i zaatakować talibów. Po przedłużającej się potyczce, w której przeważali raz jedni, a raz drudzy w końcu nasi sojusznicy zdołali odeprzeć nieproszonych gości. W międzyczasie nasza grupa chcąc jak najszybciej powrócić do gry dochodziła do strefy offgame. Na miejscu do naszej wymieniającej się spostrzeżeniami grupy przyłączył się organizator, który znów upewniał się, czy wszystko przebiega w jak najlepszym porządku.

 

Jak zupełnie przypadkowo się dowiedzieliśmy zastosowany ładunek do wysadzenia naszej bazy był kilkukrotnie większy niż maksymalny dopuszczony do rozgrywki, umocnienia powinny ochronić ludzi wewnątrz przed obrażeniami, a nad taką akcją powinien czuwać wyznaczony przedstawiciel organizatora. Pomyłka najprawdopodobniej wynikała z faktu, że regulamin dotyczący samochodów wypełnionych ładunkiem wybuchowym nie był ogólnie dostępny, a wgląd do niego dostawali kierowcy – jest to coś co na pewno warto dopracować przy kolejnej edycji. Jedna osoba może o czymś zapomnieć, ale jeśli informacja dotrze do wszystkich, to na pewno będzie łatwiej uniknąć nieporozumień. Mimo to gratuluję ekipie, która przygotowała atak na Camp „Mike”, bo zwyczajnie odwalili kawał dobrej roboty i był to jeden z epizodów, które na długo zapamiętam z tej imprezy. Tak naprawdę wyszliśmy na całym zajściu całkiem nieźle. Bazę i tak odzyskaliśmy, a zyskaliśmy pewność co do naszych sojuszników.

 

Część pierwsza sprawozdania

Część trzecia już wkrótce!

1 Komentarz

  1. baalu napisał(a):

    ta szczegolnie nie zapomne tej kurwa bezradnosci na patelni gdzie nawet kulki nie dolatywały do auta a zginelismy i tak xD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook