Misja Afganistan – sprawozdania część 3.

Dzień 2 – ciąg dalszy

Wypuszczeni z respa w trybie przyśpieszonym po kilkudziesięciu metrach natknęliśmy się na wrogi patrol. Po krótkiej wymianie ognia musieliśmy zrezygnować z kontynuowania walki przez braki w amunicji. Niestety nie mieliśmy okazji na uzupełnienie zapasów od czasu szturmu na wioskę. Jak się okazało zmiana kierunku marszu ma na niewiele się zdała. Próbując uniknąć starcia trafiliśmy na jeden z FOBów… Duża grupa cywili przy bramie i brak jakiegokolwiek wartownika wzbudziły nasze podejrzenia. Nie bezpodstawnie – po chwili poleciały w naszą stronę ładunki wybuchowe, a zza bramy rozpoczął się w naszym kierunku dość chaotyczny ostrzał o niewielkim natężeniu. W środku tego wszystkiego oczywiście znajdowali się „cywile”, którzy ani myśleli ruszyć się o metr w bok – nasz kierunek to zupełnie inna sprawa. Gdy tłum tylko spostrzegł, że próbujemy ich obejść i przeprowadzić „zwiad bojowy” wokół przejętej bazy ISAFu ruszyli w naszą stronę.

Z deszczu pod rynnę

Sytuacja była dla nas wyjątkowo niekorzystna. Byliśmy rozciągnięci tuż przed umocnionym przyczółkiem przeciwnika, bez amunicji (stan na tamtą chwilę: karabinek – 0, pistolet – 0, kieszonkowy Colt25 o napędzie sprężynowym o zabójczej prędkości wylotowej 180 fps – 5 kulek… U reszty wcale nie było dużo lepiej), w naszym kierunku zmierzał agresywny tłum do którego raczej nie wypadało strzelać, ładunki wybuchowe dalej leciały w naszym kierunku, a patrol na który natknęliśmy się wcześniej mógł w każdej chwili dołączyć do imprezy. Chętnych cały czas przybywało. Nie odskoczyliśmy 30m gdy na drodze po naszej prawej stronie pojawiła się kolejna spora wesoła gromadka, tyle tylko, że tym razem uzbrojona. Z deszczu pod rynnę… W celu oddalenia się od zagrożenia jak i ominięcia młodnika osłaniającego Camp „Mike” zmuszeni byliśmy przejść niemal na skraj terenu gry. W końcu udało nam się dotrzeć do naszego celu – jakimś cudem bez strat.

W poszukiwaniu kłopotów

Później tego dnia z braku wyznaczonych zadań (nie zapowiadało się, żebyśmy mieli do końca rozgrywki coś dostać od dowództwa) udaliśmy się na patrol dookoła terenu gry. Ruszyliśmy w kierunku bazy głównej i dalej w kierunku jednej z większych wiosek na terenie gry. Poza pojedynczym kontaktem nie napotkaliśmy żadnych przeszkód, a jak się dowiedzieliśmy jedna z wiosek (która znana była jako siedlisko sił Talibów) uległa zniszczeniu, gdyż jeden z miejscowych wrzucił granat do „przypadkowo” pozostawionego przez ISAF wozu… wypełnionego materiałem wybuchowym (niekonwencjonalne metody, a co!). Obeszliśmy nie niepokojeni cały teren gry mijając pozostałe FOBy, konwój wojskowy, wioskę w której wcześniej tego dnia dokonaliśmy zatrzymania, aż dotarliśmy z powrotem na bazar. Byliśmy nieco rozczarowani brakiem akcji. To było jedno z tych wyjść w celu szukania kłopotów i niestety żadne nam się nie trafiły. Przynajmniej dotarliśmy na bazar o idealnej porze, żeby obejrzeć „taniec z kozą”. Zasady znane z telewizyjnych show – 3 jurorów, 3 ścieżki dźwiękowe, ograniczony czas i oczywiście koza. Pokazy śmiałków z obu stron barykady na długo zapadną w pamięci widowni (co zostało zobaczone już się nie odzobaczy – brawa dla wszystkich uczestników, którzy dostarczyli nam niezapomnianej rozrywki).

Wojna totalna

Oczywiście ostatnia godzina gry przebiegła pod znakiem wojny totalnej. Po całym terenie gry chodziły grupki osób mających nadzieje na jakąś ostatnią akcję. Nie mogło tam zabraknąć i nas. Za cel obraliśmy wioskę położoną na samym środku terenu gry. Tym razem znaleźliśmy kłopoty bez większych problemów. Nikt nie szczędził amunicji i nikt nie miał ochoty czekać na koniec imprezy za bezpieczną osłoną. Uzbrojeni przeciwnicy zostali spacyfikowani, a my weszliśmy do wioski. Rozpoczęliśmy rozmowę ze starszyzną wioski – w ogólnym chaosie jeden z cywili został zastrzelony. Postanowiliśmy podjąć część larpową gry i przystąpiliśmy do negocjacji. Po długiej dyskusji niemal udało nam się dojść do porozumienia. Mieliśmy właśnie zaproponować bardzo korzystną ugodę, która najprawdopodobniej zakończyłaby temat, gdy jeden z miejscowych zrzucił płaszcz… i wysadził się w powietrze. Efekt? Dwóch zabitych i jeden ranny po naszej stronie, a około drugie tyle po stronie wioski. Dla nas gra właśnie dobiegła końca.

Misja Afganistan - widzimy się za rok!

Misja Afganistan 2016 – podsumowanie

Czy warto jechać na „Misja Afganistan”? Jak najbardziej! Impreza ma swój niepowtarzalny klimat. Elementy larpu pozostawiają duże pole do popisu talibom oraz ludności cywilnej. Wbrew pozorom siły ISAF nie grają tutaj pierwszoplanowej roli. Inicjatywa tworzenia akcji leży po stronie tych pierwszych. Siły stabilizacyjne z reguły gasiły powstałe ogniska zapalne lub czekały na ruch ze strony przeciwnika, co nie znaczy, że nie miały równie dobrej zabawy. Misja Afganistan nie jest typowym scenariuszem otwartego konfliktu, przez co nie każdemu przypadnie do gustu.

Na tej imprezie (a przynajmniej tak było w naszym wypadku, czy to przez sąsiedztwo głównej bazy, która była dużo bardziej atrakcyjnym celem niż niewielki fort stojący na uboczu, czy nie najszczęśliwszym rozdysponowaniem zadań przez dowództwo frakcji) długie okresy oczekiwania przerywane są zapadającymi na długo w pamięć sytuacjami. Nawet na takich eventach jak Border War czy Combat Alert może zdarzyć się tak, że cała akcja będzie dziać się wszędzie, tylko nie akurat tam gdzie jesteśmy. Organizator wyraźnie starał się na wszelkie sposoby zapewnić udaną zabawę wszystkim uczestnikom i bez wątpienia stworzył jedno z najlepszych wydarzeń airsoftowych w Polsce, które na stałe zagości w moim kalendarzu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook