Mora Companion – szwedzki klasyk do kuchni i do lasu

Mora Companion

Nikogo chyba (i mam taką nadzieję) nie trzeba przekonywać, że linia szwedzkich noży Mora to absolutny klasyk nad klasyki z jakim ciężko dyskutować. O tych ostrzach powiedziano, napisano i przedyskutowano już tak wiele, że karkołomnym wydaje się zuchwała próba spłodzenia kolejnego tekstu pisanego dotyczącego jednego z flagowych przedstawicieli marki, a mianowicie modelu Companion. Podejmę się jednak tego wyzwania nie po to, aby przekonywać Was o znakomitości tego noża w starciu z wieloma innymi i droższymi, ani namawiać do jego zakupu wśród wielu innych, ale po to, aby podzielić  się wrażeniami i zachwytami z użytkowania.

Być może kogoś te kilka słów zachęci do sprawdzenia o co tyle krzyku z tymi nożami, być może stanie się kolejną cegiełką do budowy pomnika marki Morakniv. Choć pomnik ten przez lata urósł już dość pokaźnie, producent nie przestaje zaskakiwać. Dowodzą tego ostatnie ciekawostki prosto ze szwedzkiej fabryki, takie jak pierwszy „neck” o nazwe Eldris, czy wyczekiwana Mora „full tang” – Garberg. O tych zawodnikach innym razem, skupmy się dziś na Companionie.

img_3507

Chciałbym na wstępie zaznaczyć, iż nigdy nie byłem miłośnikiem noży ze stałą głownią. Nawet do lasu. Składane noże (czyli jak to się przyjęło „foldery”) jakich używałem – oraz używam obecnie – z reguły były na tyle uniwersalne, że nadawały się znakomicie do codziennego użytku EDC, a innym razem pomagały w budowie obozu, przygotowaniu posiłku w terenie, czy wykopaniu dziury w ziemi pod wkopanie jakiejś leśnej konstrukcji. Jeśli potrzeba było cięższego narzędzia – używałem piły bądź siekiery i nigdy nie odczułem braku potężnego „obozowca” ze stałą głownią.

Dopiero gdy wszedłem w posiadanie pierwszej Mory (to był jakiś węglowy Frost, nie pamiętam dokładnie modelu) okazało się, że nożyk ze stałą głownią może być równie uniwersalnym kompanem co folder. Przez moje ręce przeszło ich kilka, ale najlepiej wspominam właśnie owego Companiona. Do dziś jest to mój ulubiony nóż nie tylko z katalogu marki Mora, ale chyba w ogóle. Choć na mieście noszę folder, to zawsze gdy mam możliwość wymienić go na Companiona – czynię to. To prostu nóż tak przyjemny w obsłudze, że aż chce się go używać!

img_3511

Companion przede wszystkim świetnie leży w łapie (no a przynajmniej w mojej). Przyjemna w dotyku rękojeść pokryta gumą TPE, czyli czymś w rodzaju kauczuku pozwala na pewny chwyt dłonią suchą, mokrą, brudną, czy odzianą w rękawicę. Delikatnie zaznaczony jelec pozwoli nieco ochronić dłoń przed ześlizgnięciem się na ostrze podczas pracy. Praca Companionem to sama przyjemność – wygodna rękojeść w połączeniu ze skutecznym ostrzem o skandynawskim szlifie pozwoli na bardzo sprawne struganie, cięcie czy krojenie. Właśnie ta uniwersalność to duża siła naszego bohatera. Sprawdzi się zarówno przy pracy w drewnie, jak i przy przyrządzaniu posiłku – i to nie tylko w lesie!

Jeden egzemplarz Companiona trzymam jako backup w kuchennej szufladzie i mam kilku znajomych, którzy przyznają się do podobnych procederów. Zdarzało mi się Morą również batonować, kopać, dłubać i podważać i nigdy nie udało mi się nic zepsuć. Choć można bez trudu znaleźć w internecie zdjęcia i przykre opisy destrukcji dokonywanych na tych nożach, ja mam na razie farta. A nawet gdyby udało się Morę uszkodzić, z pomocą przychodzi tutaj chyba największy jej atut, a mianowicie…

img_3515t

Stosunek cena/jakość

Nie da się ukryć, Companiona można kupić za śmieszne pieniądze i jakość jaką otrzymujemy za tę cenę jest naprawdę nie do pobicia. Zarówno w segmencie noży, jak i chyba na całym rynku sprzętu outoorowego. To bardzo dobry nóż, który możemy jednocześnie traktować bez taryfy ulgowej jako pełnoprawnego konia roboczego. Nawet gdy się zgubi czy uszkodzi, nie będzie bolał zakup nowego. I pewnie wiele osób tak zrobi.

Jeśli jesteśmy przy gubieniu: warto opisać fajną i praktyczną pochewkę z tworzywa jaką producent dołącza do Companiona. Jest to sztywna, wtryskiwana pochewka bez żadnych blokad – nóż trzyma się w środku „na wcisk”, blokując się z odczuwalnym „kliknięciem”. Dzięki tmu możemy go błyskawicznie dobyć, a jednocześnie nie martwić się o przypadkowe wypadnięcie. Przyznam, że początkowo bałem się o solidność tego rozwiązania w Morach. Jednak po latach użytkowania przekonałem się, że nie tak łatwo doprowadzić nóż do przypadkowego wypadnięcia z tej firmowej, szwedzkiej pochewki. Pochwę zaopatrzono w klips, pozwalający na podpięcie do paska czy taśmy plecaka / oporządzenia. Całość (czyli nóż + pochwa) charakteryzuje się również niską wagą, która wynosi niecałe 120 gramów.

img_3519

Wracając jeszcze do ostrza – jak zapewne wiecie, część modeli Mory oferowana jest w dwóch wersjach: ze stali nierdzewnej oraz węglowej. Ja na dłużej zaprzyjaźniłem się z nożami z nierdzewki. Stal Sandvik to naprawdę kawałek porządnego ostrza, do tego bardzo łatwo się Companiona ostrzy. Nawet po ostrym tyraniu kilka ruchów nawet na najprostszej ostrzałce pozwala przywrócić nóż do sprawności. Kolejny plus do wielkiego worka z napisem „przyjazność użytkowania” który dziś otwieram wyjątkowo chętnie.

p1130077

W górach, na biwaku nad rzeką, na ersoftowej jebance dopięty do pasa, w kuchennej szufladzie, na ognisku, w samochodowym schowku, w skrzynce z narzędziami, w torbie BOB… a są i tacy, którzy noszą Mory przy pasku jako EDC – gdzie by się Companion nie znalazł, tam powinien sobie doskonale poradzić. Czego chcieć więcej? Fenomenem tego noża – i wielu innych modeli Mory, jest fakt że nie powinno się ich nigdy przenigdy traktować jako „biednego kuzyna”. Pomimo absurdalnie wręcz niskiej ceny – noże Mora były, są i będą spotykane w ekwipunku całych rzeszy miłośników spędzania czasu na łonie przyrody, harcerzy, surwiwalowców, łazików i innych zapaleńców.

Zady i Walety:

+ uniwersalność

+ wygodna rękojeść

+ dobra pochewka

+ wielozadaniowe  i łatwe w konserwacji ostrze

+ cena/jakość

+ CENA

+ CEN…

 

– nie stwierdzono?

1 Komentarz

  1. Jakub Idzkowski napisał(a):

    Świetny tekst. Uwielbiam mojego companiona i używam go bez litości. Mam nadzieję na więcej tekstów o nożach. Może o Eldrisie? Bardzo ciekawy maluszek i przymierzam się do jego zakupu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook