Ze względu na położenie geograficzne mojej rodzinnej miejscowości, naszła mnie pewna myśl: czy za odległą o 20km granicą z Czeską Republiką odbywają się duże strzelanki airsoftowe? Ale nie gdziekolwiek, bo ktoś mógłby powiedzieć: „Hello? Border War?” Chodzi mi raczej o skalę lokalną. Border War można spokojnie rozpatrywać w kategorii wydarzeń globalnych.

Zdjęcie 1. Border War Milsim 2018

Airsoftowa strzelanka - Border War

Źródło: Gunfire – Facebook

Lokalne airsoftowe strzelanki

Mój powiat graniczy bezpośrednio z krajem libereckim w Czechach. Szukając grup i wydarzeń w internecie nastawiłem się na ten właśnie obszar. Poszukiwania nie trwały długo, znalazłem namiar do grupy „Airsoft Team Eagle” z Liberca. Nawiązałem kontakt z dowódcą, który na imię ma Libor. Wypytałem o różnice w czeskim airsofcie, stosowane wyposażenie ASG i otrzymałem zaproszenie na jedną z lokalnych strzelanek. Minęło sporo czasu zanim z tego zaproszenia skorzystałem.

Operace Iskander – przebieg

Na moje szczęście Libor, organizator tych wydarzeń, planuje kilka strzelanek z góry. Z wyprzedzeniem przygotowuje scenariusze, określa zasady rozgrywek jak np. limity FPS dla replik ASG, czy wyznacza terminy. W przypadku naszej grupy, wybór padł na początek października i na airsoftową strzelankę o nazwie „Operace Iskander” – czyli „Operacja Iskander”.

Przekonajcie się sami jakie są nasze wrażenia i co najbardziej zaskoczyło nas podczas podczas naszego airsoftowego wypadu do Czech!

Rejestracja

Organizator zapowiedział konieczność uiszczenia opłaty. 30 koron czeskich od każdego zarejestrowanego i 80 od niezarejestrowanego uczestnika. Jakież było nasze zaskoczenie, gdy przy rejestracji organizatorzy stwierdzili, że goście z Polski nie płacą. Nie zabiegaliśmy o specjalne traktowanie, było to odrobinę niezręczne, ale z czasem okazało się, że Czesi tacy po prostu są. Ale o tym zaraz. Podczas rejestracji każdy z nas otrzymał opaskę wykonaną z czerwonego materiału zapinaną na rzep. Każda opaska miała swój indywidualny numer. Najwyższy jaki zauważyłem miał coś ok. 70. Znaczy to tyle, że organizator by uniknąć obklejania uczestników kolorowymi taśmami z marketu, sam stworzył własny system oznaczania. Co ważne, obie strony miały opaski. Rosjanie czerwone, NATO niebieskie. To dobrze, bo system opaskowcy/bezopaskowcy zawsze wydawał mi się trochę krzywdzący szczególnie dla tych drugich, zwłaszcza w warunkach leśnych gdy liczy się maskowanie.

Odprawa

Przedstawiono szczegóły scenariusza. Poligon na, którym się znajdowaliśmy na najbliższe kilka godzin miał się stać granicą między Federacją Rosyjską a jednym z państw NATO. Zadaniem strony rosyjskiej było zebranie elementów pocisku balistycznego „Iskander-M”, przeniesienie zmontowanej głowicy na teren wroga, i odpalenie go. Po aktywowaniu pocisku detonacja miała nastąpić po godzinie. W tym czasie NATO wciąż miała możliwość wyłączenia odliczania do wielkiego „boom”. Mimo, że językiem odprawy był pokrewny język czeski, nie udało się nam wyłapać wszystkich niuansów. Poprosiłem o pomoc w tłumaczeniu jednego z Czechów. Po angielsku wyjaśnił mi wszystkie szczegóły. Z miejsca zaproponował nam operowanie w ramach jednego fire teamu. Z chęcią przystaliśmy na tę propozycję.

Zdjęcie 2. Operace Iskander – odprawa

Odprawa strzelanka airsoftowa

Źródło: autor

Respawn

Obie strony scenariusz rozpoczęły na respawnie o wyznaczonej godzinie. Miejsca dla obu stron wyznaczone były w miarę równym odstępie od zmyślonej granicy. W Polsce wielokrotnie spotkałem się z problemami płynącymi z bezpośredniej bliskości respawna do miejsc kluczowych dla scenariusza. Tutaj w prosty sposób wyeliminowano ten problem. Co więcej, taki układ dobrze balansuje przebieg rozgrywki. W razie gdyby stronie rosyjskiej szło zbyt dobrze, dostęp do respawna byłby utrudniony (dystans). Sama zasada opuszcza „zaświatów” w Polsce wydała by się co najmniej kontrowersyjna. Organizator na drzewie umieścił zwykły zegar tarczowy. Kawałkiem taśmy klejącej zaznaczył moment, w którym możliwe było opuszczenie respawna: co 20 minut. Zawsze uważałem, takie rozwiązania za skuteczniejsze niż indywidualne odliczanie, które moim zdaniem prowadzi do nadużyć. 20 minut to wystarczająca ilość czasu na złapanie oddechu, doładowanie kulek, wypicie wody czy zjedzenie kanapki. Perspektywa stosunkowo długiego czekania na „odrodzenie” sprawia również, że uczestnicy bardziej szanują swoje „życie” i nie rushują bezmyślnie do celu. Prosty zabieg, który w skali imprezy podnosi jej jakość.

Rozgrywka

Nasz fire team został wyznaczony do ataku z prawej strony. Łatwo nie było, okazało się, że przeciwnik zajął wzgórze przed nami z którego miał dobry widok na natarcie. Początkowo wstrzymani, pomimo strat zajęliśmy, jak się potem okazało kluczowe wzgórze. Po raz pierwszy w czasie swojej ponad 10-letniej przygody z airsoftem natrafiłem na skutecznego snajpera, który doskonale wykorzystywał potencjał jaki daje repliki karabinów snajperskich i pojedynczymi strzałami eliminował sporą część oddziału. To niestety (dla przeciwnika) nie wystarczyło do powstrzymania nas przed przedarciem się daleko w głąb ich terytorium. Zaczajeni wśród żółknących liści z replikami gotowymi do strzału, czekaliśmy na przechodzących przeciwników. Ci przemieszczali się ze swojego respawna w miejsce, w którym aktywowana był pocisk Iskander-M. Ostatecznie zwyciężyliśmy.

Zdjęcie 3. Operace Iskander – rozgrywka

Airsoftowa strzelanka - rozgrywka

Źródło: autor

Kultura walki

To co rzuca się w oczy podczas rozgrywek z braćmi z południowego-zachodu to wysoka kultura zmagań. Czesi w bezpośredniej bliskości nie używają broni długiej, na tę okazję wyciągają pistolet. Byłem świadkiem co najmniej kilku takich sytuacji. Nie dziwi zatem brak masek ochronnych (popularne stalkerki), które zaobserwowałem może wśród 10% uczestników imprezy. W moich oczach, Czesi skutecznie obalili mit „szwejków”. Nie poruszają się bezmyślną masą, szukają osłon, rozpraszają w linie, flankują, zachodzą od tyłu. Strzelanie z nimi to wyzwanie.  Limity FPS dla replik ASG uczestników imprezy wynosiły 140 m/s (~460 fps) dla AEG, i 170 m/s (~560 fps) dla snajperek na kulkach 0.20g. Było też 5 m/s tolerancji. Co ciekawe, nie było mierzenia chronografem, przynajmniej nikt nie prosił mnie o sprawdzenie repliki.

Zdjęcie 4. Operace Iskander – pociski „Iskander-M”

Szpej i wyposażenie airsoft

Żródło: autor

Airsoftowa strzelanka w Czechach – wrażenia

Łącznie w imprezie wzięło udział ok. 80 osób. Co się okazuje, Czesi nie są lanserami. Tu i ówdzie widać było drogi szpej, kamizelki taktyczne ze 100% wykorzystaniem molle na kieszenie, karabińczyki i glow sticki. Ale to była zdecydowana mniejszość. Większość Czechów ograniczyła się do skromnej stylizacji, wygodą ponad lansem. Ma to swój urok i w żadnym razie nie odbiera im to skuteczności w walce. Co najważniejsze, są po prostu życzliwymi ludźmi. Poza pojedynczym przypadkiem w którym to doszło do nieporozumienia w czasie wymiany kompozytu i spowodowane było głównie barierą językową – nie natrafiliśmy na żadne spięcia. Wręcz przeciwnie, podczas opuszczania miejsca imprezy każdy, dosłownie każdy przyszedł się z nami pożegnać i zapytać czy jeszcze przyjedziemy. Myślę, że odpowiedź na to pytanie jasna, nawet dla osoby czytającej tę relację.

Chcecie poczytać o innych strzelankach imprezach? Zobaczcie nasz dział Imprezy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook