Piłeś? Nie strzelaj, czyli airsoft i alkohol

Źródło: warontherocks.com

Picie alkoholu podczas strzelanki?

Czas: jedna z moich pierwszych strzelanek.

Miejsce: rozległe wzgórza niedaleko niewielkiego miasta na pograniczu dwóch województw.

Wydarzenie: nieco większa jebaneczka, na którą zjechało tak na oko coś ze 100 chłopa (i baby, bo dziewczyn było tego dnia nadspodziewanie dużo).

Okoliczności: po którejś z kolei akcji wspinamy się drużynowo w kierunku respa (który chyba z czystej złośliwości orga został umieszczony na najwyższym pagórku w okolicy), zbici jak psy po nieudanej zasadzce. Morale mimo wszystko niezłe, bo strzelanka całkiem fajna. Docieramy na respa, fajeczka, batonik, chwila odpoczynku. Obok nas rozkłada się niewielka, nieznana nam ekipa z sąsiedniego miasta. Szybkie zapoznanie, gadka-szmatka, wymieniamy uwagi, gadamy trochę o szpeju i nagle… Jeden z nich daje znak-sygnał i z przepastnych czeluści jego plecaczka wyłania się znajomy kształt.

Czterech aluminiowych przyjaciół z dumnym wizerunkiem króla puszczy Białowieskiej na opakowaniu. Puszki w wersji powiększonej do pojemności pinty (to była niezła promocja) zostają szybko rozdystrybuowane między spragnionych wojaków, słyszymy jakże charakterystyczny dźwięk „psssssssst” i obserwujemy z zainteresowaniem, jak koledzy zaczynają się raczyć złocistym płynem. „Tylko tempo, bo zaraz wychodzimy” słyszę od szefa grupki. Spoglądam z ukosa na kumpla z teamu i pytam:

 

„To tak zawsze?”

„Nieee, to znaczy raczej nie. W sumie ja tam przy ersofcie nie pijam, ale czasem się zdarza i mało kto robi z tego chryję. Na milsimie to co innego, ale tak to raczej nie.”

„Mhm”

 

Moje zdanie na temat picia podczas strzelanek

Przyznam szczerze: nie jestem aniołem. Moje pierwsze spotkanie z airsoftem odbyło się w stanie „lekko wczorajszym”. Spocony jak świnia, z przepalonym gardłem i posmakiem kapcia w mordzie dałem się wyciągnąć na strzelankę, gdzie przez kilka godzin łaziłem po deszczu będąc blisko picia wody z kałuży (bo oczywiście żadnego napoju ze sobą nie wziąłem). Ten pierwszy raz wspominam mimo wszystko zajebiście, bo bawiłem się świetnie, natomiast był on jednocześnie dla mnie pewną przestrogą i od tego czasu staram się nie spożywać na dzień przed. Przede wszystkim ze względu na mój własny komfort, jednakże za równie istotne uważam kwestie bezpieczeństwa. Wszakże w airsofcie odpowiadamy nie tylko za własne zdrowie i dobrostan – niewłaściwy osąd sytuacji lub niefrasobliwe zachowanie może sprawić realny ból i sporą krzywdę innym osobom. A nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że alkohol może mieć zdecydowany wpływ na naszą ocenę sytuacji.

Nie przyszedłem tu moralizować ani nawracać. Niemniej zaintrygowała mnie wówczas reakcja, a właściwie jej brak, ze strony pozostałych uczestników strzelania. To jedna rzecz przyjechać na jebankę wczorajszym (chyba że się z tym nie zgodzicie i jest to równie niewłaściwe), co innego – tankować piwerka na respie. Albo i coś mocniejszego, bo i o takich sytuacjach słyszałem lub byłem ich świadkiem. Wiem też, że w przypadku podejrzeń orgowie potrafią dość bezceremonialnie wywalić spożywającą ekipę ze strzelania. Mimo to dalej ciekawi mnie podejście, argumenty i motywacje osób, które jadą się strzelać i pić jednocześnie. Nie wiem na ile zjawisko to jest rozpowszechnione w naszym środowisku, ale kilka razy widziałem to na własne oczy, więc czasem się to zdarza. Co innego gdy event ma z góry ustalony plan: do godziny 16:00 strzelamy, od 16:00 integracja. Gorzej gdy niektórzy zaczynają się „integrować” nieco wcześniej i nie widzą w tym nic złego.

 

Więc jak to jest z tym alkoholem podczas strzelanek?

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Zdarza Wam się brać udział w strzelankach na kacu? Bywa, że na respie dodajecie sobie animuszu piwkiem lub czymś innym? Nie widzicie w tym nic złego, bo „jedno piwo to nie piwo, a piwo to nie alkohol”? Gdzie stawiacie granicę?

A może stoicie po przeciwnej stronie – piłeś, nie strzelaj? Absolutnie żadnego alkoholu w jakiejkolwiek postaci! Dzień przed pełna trzeźwość, by w dniu jebanki być w pełni sprawnym i na chrono wydmuchać 0.0?

No i oczywiście ostatnie pytanie – czy byliście świadkami lub uczestnikami wielu podobnych wydarzeń? Jak reagowaliście (lub nie) na widok popijających asgejów? Czy jako organizatorom zdarzało Wam się przymykać oko, czy działaliście z pełną bezwzględnością? Dajcie znać 😉

2 Komentarze

  1. Mathias Kleinwald napisał(a):

    Zwykle robię za kierowcę autobusu wycieczkowego to nie popiję. Kasztelanek na respie w formie izotonika dobrze by zrobił ale chyba zdrowiej pozostać przy wodzie 😉

  2. szalonyErsofterZkambodżY napisał(a):

    My często piliśmy piwerko, ale to po jebance – 3-4 godzinki postrzelać, rozstawić grilla, owalić kiełbe i wciągnąć piwko albo dwa (oprócz kierowców naturalnie). Podczas strzelania u nas w ekipie w której jeździłem nigdy nie było chlania podczas gry – wiadomo, słońce przygrzeje, człowiek się mocno zmęczy, a alkohol stworzy mroczki przed oczami, po których blisko do wypadku (często lataliśmy po starych budynkach w ramach CQB w których klatki nie miały praktycznie żadnych zabezpieczeń, więc łatwo było się z nich spierdolić. Więc mówię zdecydowane NIE podczas gry, TAK po grze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook